Śląski Urząd Wojewódzki w Katowicach

Budynek ŚUW fot. A. Księżnik
  • Data publikacji 29 czerwca 2022

„Od powrotu Górnego Śląska do macierzy do współczesności, czyli historia Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego” – podsumowanie

W zeszłym tygodniu na łamach Dziennika Zachodniego ukazała się seria ciekawostek i informacji historycznych na temat województwa i Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego. Czujni mieszkańcy mogli też wziąć udział w konkursie i wygrać niezapomniany dzień w tym zabytkowym gmachu (lista zwycięzców poniżej). Tych, którzy jeszcze nie mieli okazji zapoznać się z interesującą historią urzędu, zachęcamy do lektury i obejrzenia naszej fotogalerii.

Czy wiesz, że….

Urząd Wojewódzki Śląski był ostatnim urzędem wojewódzkim powołanym w Polsce po odzyskaniu Niepodległości. Powstał dokładnie 17 czerwca 1922 r., co czyniło go najmłodszym organem władzy rządowej w terenie do roku 1926. Wtedy to dotychczasową jednostkę terytorialną Ziemia Wileńska przekształcono w osobne województwo.

Co ciekawe,  projekt gmachu nie został zamówiony u konkretnych architektów, lecz został wyłoniony w drodze konkursu. Przystępującym do konkursu architektom nakazano, m.in poza określonymi cechami o charakterze funkcjonalnym, zaprojektowanie gmachu „skromnie i celowo, lecz z zachowaniem charakteru monumentalnego”, co specjalnie należało podkreślić w części przeznaczonej dla sejmu. Wykluczono także użycie stylu gotyckiego. Konkurs został rozstrzygnięty latem 1923 roku, oceniono aż 60 projektów, z których większość odrzucono. Wśród argumentów Sądu Konkursowego, dotyczących odrzuconych prac, można znaleźć następujące stwierdzenia: „Ciemne korytarze, ciemne ubikacje, elewacja zupełnie chybiona”, „Koncepcja doktrynerska zupełnie niepoważna”, czy też „Fasada mało poważna, nieodpowiadająca gmachowi Województwa i Sejmu”. Zwycięską pracę stworzyli krakowscy architekci: Piotr Jurkiewicz, Kazimierz Wyczyński, Ludwik Wojtyczko i Stefan Żeleński. Ich koncepcja została wcielona w życie: urząd budowano w latach 1924-1929 i pochłonął kwotę 12,5 mln ówczesnych złotych, co przekłada się na kwotę ok. 75 mln dzisiejszych złotych. W efekcie powstał budynek o kubaturze 161 tys. m3, powierzchni całkowitej 38 tys. m2, powierzchni użytkowej 28 tys. m2 i wysokości 27,5 m.

Śląski Urząd Wojewódzki w liczbach…

5 lat trwała budowa Gmachu Województwa i Sejmu Śląskiego,
6 km wynosi łączna długość korytarzy w budynku,
– w budynku jest ponad 600 pomieszczeń biurowych i ok. 1 300 okien.

Wojewoda śląski Jarosław Wieczorek o Śląskim Urzędzie Wojewódzkim:

„Doskonale pamiętam moment, kiedy po raz pierwszy przekroczyłem próg Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego jako wojewoda. Czułem się zaszczycony, że będę pełnił tak ważną funkcję, ale byłem też mocno poruszony tym, że swoją pracę będę wykonywał właśnie w tym gmachu. Oczywiście zdarzyło mi się już wcześniej odwiedzić urząd, ale przebywanie codziennie w miejscu będącym Pomnikiem Historii jest czymś naprawdę niezwykłym. A tą historię czuć tutaj właściwie w każdym zakamarku, zwłaszcza w tych najbardziej reprezentacyjnych częściach gmachu, czyli robiącym niesamowite wrażenie Westybulu, Sali Sejmowej, będącej pierwowzorem Sali Plenarnej Sejmu RP w Warszawie, Sali Marmurowej, gdzie przed wojną odbywały się bale. Mam nadzieję, że ten budynek ma dla mieszkańców równie duże znaczenie jak dla mnie.

Kilka dni temu świętowaliśmy niezwykle ważną rocznicę – 100-lecie powrotu części Górnego Śląska do macierzy. To był absolutnie historyczny moment, kiedy nasz region ponownie zjednoczył się z niepodległą Polską. Jego skutkiem było utworzenie województwa śląskiego z odrębnym Sejmem oraz Skarbem Śląskim, a gmach Sejmu i Województwa Śląskiego, wybudowany jako siedziba parlamentu, a także władzy wykonawczej, jest symbolem tamtych wydarzeń i poniekąd pomnikiem polskości na odzyskanej ziemi.

Nie można też zapomnieć, że Śląski Urząd Wojewódzki jest miejscem, gdzie tworzy się historia naszych czasów. Tylko w ostatnich latach, odkąd sprawuję funkcję Wojewody Śląskiego, odbyły się w tym budynku setki spotkań, wydarzeń i konferencji. Niejednokrotnie rozmawialiśmy tu na temat rozwoju regionu i podpisywaliśmy ważne umowy na realizację nowych inwestycji. Do tych najbardziej istotnych wydarzeń należało bez wątpienia powołanie do życia Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, która dała gminom z regionu dodatkowe możliwości rozwoju i współpracy, a mieszkańcom – szansę na lepszą jakość życia.

Jako Śląski Urząd Wojewódzki zorganizowaliśmy też wiele wydarzeń o charakterze patriotycznym. Staramy się przypominać mieszkańcom o historii Polski i naszego województwa. Upamiętniamy ważne daty oraz postacie, co roku organizujemy również uroczystości z okazji Święta Narodowego Trzeciego Maja i Narodowego Święta Niepodległości. Staramy się też pozostawić po sobie jakieś pamiątki dla przyszłych pokoleń. Dlatego też z okazji 90. rocznicy oddania gmachu do użytku wmurowaliśmy w jego fasadę pamiątkową kapsułę czasu, w której umieściliśmy m.in. album ze zdjęciami, książkę o regionie czy kopię rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie utworzenia Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Kapsuła ma zostać otwarta po kolejnych 90 latach i mam nadzieję, że da przyszłym pokoleniom pewien obraz dzisiejszego województwa śląskiego.

W  ubiegłym roku udało nam się również doprowadzić do końca pewne ważne przedsięwzięcie i przywrócić do Westybulu to, co zniknęło stąd po przejęciu budynku przez Niemców w 1939 roku. Mowa oczywiście o czterech płaskorzeźbach stanowiących »Alegorię Województwa Śląskiego«. Utożsamiają one kulturę, tradycję i historię naszego regionu, dlatego niezmiernie się cieszę, że po tylu latach mogły powrócić na właściwe miejsce. Wprowadziliśmy też w ostatnich latach pewne zmiany w zakresie funkcjonowania urzędu. Z myślą o obywatelach wdrożyliśmy »Pakiet Obywatelski Wojewody Śląskiego« zawierający szereg udogodnień. Dodatkowo, dzięki różnym konkursom czy akcjom takim jak Dzień Dziecka i Dzień Kobiet w ŚUW, pokazujemy gmach z innej strony, umożliwiając uczestnikom poznanie jego historii oraz różnych zakamarków. Chcemy, żeby mieszkańcy czyli się tutaj dobrze i żeby wiedzieli, że urząd jest dla nich otwarty”.

Unikatową atrakcją Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego  jest tzw. winda paciorkowa, która funkcjonuje w niewielu miejscach w Europie, a w Polsce są tylko trzy inne egzemplarze wind tego rodzaju. Wytrwali miłośnicy podróżowania w „skrzyniach” windy mogą oddawać się tej przyjemności bez końca, gdyż krążą one nieprzerwanie dookoła niczym specyficzna karuzela, z tą jedynie różnicą, że zamiast koła obieg ten ma kształt prostokąta – na dole i górze kabiny przesuwają się w poziomie. Z windy na co dzień korzystają pracownicy, budzi też ona wielkie zainteresowanie klientów i gości odwiedzających ten wspaniały gmach. Czasami jednak zdarza się, że kabina nie funkcjonuje. A to z powodu incydentów, jak wówczas, gdy do non stop pozostającej w ruchu kabiny bez drzwi próbowali wejść malarze z prawie… trzymetrową drabiną. Ta oczywiście utknęła, zablokowała i uszkodziła windę i wyłączyła ją z użytkowania na kilka długich tygodni…

A to ciekawe…

Wojewoda śląski Michał Grażyński (piastował stanowisko w latach 1926 – 1939) udał się pewnego dnia na inspekcję jednego z Wydziałów Urzędu Wojewódzkiego. Ponieważ nie było w nim ani jednego urzędnika, zażądał wyjaśnień na piśmie, dlaczego o godz. 8.10 nikt nie pracuje. Okazało się, że jeden urzędnik miał urlop, drugi był rano u lekarza, trzeci miał przyjść na późniejszą godzinę. Jednak wśród wyjaśnień znalazła się i taka informacja: [pisownia oryginalna]: „Moje opóźnienie się w dn. 9 b. m. do biura tłómaczę, że przyszedłem do Gmachu Województwa o godz. 8-mej min. 8, jednakowoż czekać musiałem na windę około 4 minuty, tak że byłem w biurze około 8-mej godziny minut 12”.

Jako, że gmach Sejmu Śląskiego gościł Wojewodę, który reprezentował Rząd Centralny w autonomicznym województwie śląskim, znajdują się w nim szczególne pomieszczenia, w których podejmował gości oficjalnie (Sala Błękitna) lub półprywatnie (Sala Złota, sąsiadująca z apartamentem Wojewody). Pomiędzy tymi salami znajdowała się największa sala, zwana Salą Recepcyjną, czyli miejsce, gdzie organizowano przyjęcia, zarówno te oficjalne, jak i prywatne (zgodnie ze słownikiem PWN słowo „recepcja” oznaczało w dawnej polszczyźnie oficjalne, galowe przyjęcie).  

Sala Recepcyjna ma kilkanaście metrów wysokości, a jej cechą szczególną są trzy okna skierowane na Plac Sejmu Śląskiego, które rozciągają się od sufitu po parkiet, stąd ich nazwa „porte-fenêtre” (fr. porte drzwi, fenêtre okno – występujące w pałacach z okresu XVII-XIX wieku wysokie okno sięgające od podłogi do sufitu, zabezpieczone zewnętrzną balustradą). Do czasu wybuchu II wojny światowej ściany sali wyłożone były białym marmurem kieleckim (dlatego inną jej nazwą jest „Sala Marmurowa”), w rogach znajdowały się lustra, które optycznie powiększały jej imponującą przestrzeń, a ponad bawiącymi się gośćmi, na trzech balkonach, zajmowali miejsca muzycy, grający klasyczne wiedeńskie walce lub amerykańskie ragtime’y. Niestety, współczesny wystrój sali całkowicie odbiega od powyższego opisu, a to za sprawą decyzji Alberta Speera, hitlerowskiego dygnitarza, który nakazał przebudowę sali na wzór Kancelarii III Rzeszy. Wskutek jego decyzji marmur na ścianach został skuty, balkony dla muzyków oraz lustra usunięto, a ściany wyłożono  wapieniem z Solnhofen – budulcem wydobywanym wyłącznie w południowych Niemczech, który powszechnie używany był przez nazistów do budowy budynków rządowych.

Czy wiesz, że…

Marszałek Sejmu Śląskiego Konstanty Wolny miał ambicję, żeby jego córki umiały grać na fortepianie. Pobierały one lekcje gry przy instrumencie stojącym na parterze Westybulu. Nauka trwała do czasu, gdy najmłodsza córka Wolnego, w akcie sprzeciwu, wyryła gwoździem na znienawidzonym fortepianie niecenzuralne słowo. Lekko zażenowany Marszałek odkupił feralny instrument od Skarbu Śląskiego i ustawił w swojej willi na Zaciszu, gdzie dumnie pełnił funkcję „zbieracza kurzu”. Lekcji nie wznowiono.
Warto podkreślić, że Marszałek Konstanty Wolny bardzo rozpieszczał swoje dzieci. Jednym z przejawów tej pobłażliwości było pozwolenie na przywożenie z każdego wyjazdu jakiegoś zwierzaka, który miał dzięki temu zapewnione dożywotnie utrzymanie. W efekcie na Zaciszu mieszkały kury, paw, koza o imieniu Dama, baran oraz psy Daruś i Nero. Paw miał w zwyczaju siadać na krzyżu wieńczącym wieżę Kościoła Mariackiego i informować wszystkich o fakcie swego przybycia przeraźliwym krzykiem. W końcu umęczony ciągłymi pretensjami proboszcza Szafranka marszałek Wolny oddał pawia do ZOO. Równie niegrzecznie zachowywał się baran, który za punkt honoru i swoją życiową misję uważał tryknięcie w „dolną część pleców” Wojciecha Korfantego. Jamnik Daruś, choć mikrego wzrostu, zapisał się bojową kartą w pamięci mieszkańców Zacisza. Gdy Niemcy we wrześniu 1939 r. chcieli wejść do willi, bronił jej tak zawzięcie, aż w końcu został zastrzelony na jej schodach.

W gmachu Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego znajdowało się mieszkanie dla Wojewody. Składało się z: salonu, sali jadalnej, prywatnego gabinetu, dwóch pokoi gościnnych, pokoju sypialnego, ubieralni, trzech sypialni dla członków rodziny. Do mieszkania przylegały też pomieszczenia dla służby oraz kuchnie wraz ze spiżarnią. Z pomieszczeń prywatnych prowadzi klatka schodowa na dziedziniec gmachu, z bezpośrednim wyjazdem na Plac Sejmu Śląskiego. Co ciekawe, na terenie dziedzińca znajdowały się miejsca postojowe dla pojazdów oraz zbiornik z paliwem, dzięki czemu samochód wiozący Wojewodę opuszczał gmach zatankowany do pełna. Mieszkanie zajmowane było przez Michała Grażyńskiego, a po wojnie zostało przeznaczone na cele użytkowe i stopniowo niszczało. Od kilkunastu lat pomieszczenia dawnego mieszkania wykorzystywane są jako gabinety służbowe przez Wojewodę Śląskiego, I i II Wicewojewodę oraz Dyrektora Generalnego. Jednakże w czasie pandemii Covid-19 ich funkcja mieszkalna została chwilowo niejako przywrócona, kiedy Wojewoda Śląski Jarosław Wieczorek całodobowo zajmował te pomieszczenia z uwagi na nałożoną przez służby sanitarne kwarantannę.

Jednym z najciekawszych pomieszczeń w gmachu Sejmu Śląskiego i Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach jest  przepiękna, historyczna Sala Sejmu Śląskiego. W różnych miejscach na ścianach tej sali dostrzec można ozdobne metalowe kratki, będące jakby zabezpieczeniem do jakichś korytarzy wentylacyjnych.  Legenda urzędowa głosi, że przed drugą wojną światową w tym systemie kanałów wentylacyjnych zamontowany był system umożliwiający tłoczenie do sali rześkiego, nasączonego solą morską powietrza. Za pomocą odpowiedniego pokrętła osoba prowadząca obrady Sejmu Śląskiego mogła – w zależności od potrzeb – regulować dopływ tego rześkiego powietrza, studząc zbyt duże emocje kipiące na sali lub pobudzając posłów do bardziej intensywnego wysiłku intelektualnego.

To warte uwagi….

Sesji inauguracyjnej Sejmu Śląskiego przewodziła kobieta, posłanka I kadencji, wybitna działaczka narodowa i plebiscytowa Janina Omańkowska. W hołdzie dla jej zasług została powołana na stanowisko Marszałka Seniora Sejmu Śląskiego, którą to funkcje piastowała do swojej śmierci 24 sierpnia 1927 r.

Patrząc na gmach Sejmu Śląskiego, nie sposób pominąć tego, co znajduje się na jego fasadzie głównej, której projekt stanowił istotną część konkursu na projekt gmachu. Otóż, zwycięzcy architekci dokonali udanego mariażu klasycznych akcentów architektonicznych z polską symboliką narodową. Stąd w attyce fasady, obok płaskorzeźby z godłem Polski, znajdują się mitologiczne geniusze – symbolizujące, za mitologią rzymską, „ducha opiekuńczego narodu”. Ponadto, na otaczającym gmach fryzie umieszczono rózgi liktorskie – rzymski symbol władzy wykonawczej wraz z herbami miast Górnego Śląska i monogramem „RP”, podkreślającym władzę Rzeczypospolitej Polskiej. Dodatkowo we fryzie umieszczono orły legionowe, które były pierwszymi godłami odradzającego się w XX wieku wojska polskiego. Co ciekawe, część zdobień, mimo ich niewątpliwej polskiej patriotycznej symboliki, przetrwała czasy niemieckiej okupacji. Bowiem, kiedy w roku 1939 hitlerowscy najeźdźcy rozpoczęli usuwanie zdobień z fryzu, polskim technikom udało się przekonać Niemców, że rózgi liktorskie (po łacinie „fasces”) mogą nawiązywać do faszyzmu, a monogram „RP” można rozwinąć w „Regierungsprasidium” czyli „siedziba rejencji” – Katowice były bowiem w niemieckim systemie administracyjnym stolicą nowoutworzonej rejencji katowickiej. Dzięki temu fortelowi przynajmniej część oryginalnych zdobień fasady przetrwała do czasów współczesnych.

Co kryje urząd…

W podziemiach Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego znajduje się schron, który, według niektórych przekazów, Niemcy wykorzystywali do więzienia polskich patriotów. Jest tutaj także skarbiec, w którym przechowywano rezerwy finansowe Województwa Śląskiego w postaci sztabek złota. Grube ściany, a przede wszystkim oryginalne, przedwojenne drzwi pancerne, o grubości niemal 40 cm, z metalowymi sztabami, wpuszczanymi w równie solidne framugi, zdradzają pierwotne przeznaczenie tego miejsca. Zabezpieczeniem skarbca był basen wypełniony wodą. Wprost z podziemi budynek Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego można było niepostrzeżenie opuścić tunelami ewakuacyjnymi. 

Pierwszy tunel o długości 80 metrów wiedzie z podziemi budynku do wyjścia na powierzchnię posesji już po drugiej stronie ul. Ligonia.  Niestety, o innych wiemy tylko z zachowanych przekazów świadków. Do tej pory nie udało się znaleźć żadnych zachowanych materiałów źródłowych na ten temat. Według krążących legend, tunel numer 2 miał kończyć się w ogrodzie jednej z willi, która stała na terenie obecnego budynku Katowice – Miasto Ogrodów Instytucja Kultury im. K. Bochenek. Jednak podczas budowy owego December Palace został on zasypany gruzem z rozebranych willi. Tunel numer 3 wiódł natomiast do przedwojennego Gmachu Urzędów Niezespolonych. Gdy po wojnie w jego piwnicach trzymano zapasy jedzenia dla komunistycznych notabli, tunel zaślepiono. Ponoć powodem tej ingerencji była obawa, że bawiące się w tunelach dzieci będą wynosić jedzenie. Czy ten tunel ciągnął się aż do placu Miarki? Być może… Tunel numer 4 jest najciekawszy. Wiedza o nim pochodzi tylko i wyłącznie od wspomnianych już dzieci szukających skarbu w katowickich podziemiach. Otóż miał on wychodzić jako odnoga tunelu numer 3 i prowadzić pod ul. Jagiellońską do ul. Francuskiej i dalej aż na lotnisko Muchowiec. Wyjścia z niego na lotnisku strzegł bunkier. Mówi się, że zbudowali go Niemcy. Więc może to właśnie tamtędy przeprowadzono Reichsführera SS Heinricha Himmlera, gdy przybył do rejencji katowickiej w celu wizytacji kompleksu obozowego Auschwitz-Birkenau? Może cegła, którą go wyłożono pochodziła z rozbiórki Muzeum Śląskiego? Może drążyli go więźniowe KL Auschwitz?

Choć mamy relacje świadków, brakuje nam źródeł potwierdzających istnienie tak rozbudowanej sieci tuneli, szczególnie jeśli chodzi o tunel 4. Jednak skoro kilka kamienic w Śródmieściu ma wejścia do podziemnych tuneli, to może warto poszukać potwierdzenia opowieści? Na pewno podczas osadzania pomnika Korfantego na pl. Sejmu Śląskiego znaleziono fragment tunelu. Może kiedyś odnajdziemy coś więcej?

Czy wiesz, że…

We wnętrzach gmachu niejednokrotnie urzędowały… ekipy filmowe. Kręcono tutaj sceny m.in. do filmów: „Obywatel Jones”, „Jestem mordercą”, "Śmierć Marszałka" w 2 serii Sensacji XX wieku, „Strefa interesów”, spektaklu Teatru Telewizji „Imperium”, czy niektóre ujęcia „Stawki większej niż życie”. W windzie paciorkowej ujęcia do teledysku nagrywał też zespół „Lemon”.

Konkurs „Od powrotu Górnego Śląska do macierzy do współczesności, czyli historia Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego” – zwycięzcy

Jako pierwsi prawidłowe odpowiedzi na pytania konkursowe przesłali:

  • ­Marcin Hibner,
  • Urszula Kostka,
  • Karolina Odyjas,
  • Norbert Kostka.

Gratulujemy!

Galeria zdjęć

Wróć